poniedziałek, 22 czerwiec 2009

Twój rząd na Twitterze i Facebooku? Yes! We can.

Blog Białego Domu to niesamowite źródło informacji. Jest chyba najżywszą częścią "Briefing Room'u" na stronie www.

Kilka dni temu trafiłem na post "New Technologies and Participation". Dziś postanowiłem przeczytać go jeszcze raz, ale miałem trudności ze znalezieniem go. Odnalazłem go dopiero na 4 stronie, a został napisany 12 czerwca (10 dni temu). Wg moich wyliczeń, do dzisiaj, 22 czerwca, pojawiły się na nim 33 posty! Kudos dla redakcji!
W przywołanym przeze mnie poście Vivek Kundra (Chief Information Officer) i Katie Stanson (Director of Citizen Participation) piszą:

If you are on Facebook or MySpace, government should be accessible there, too. This is the core of what we call "context-driven government." Government is only open if it is accessible.

i dalej:

This is why the White House has created communities on Twitter, Facebook, MySpace, YouTube and Flickr and why we’ve established the Open Government blog for public engagement.

Kilka dni Czytając te słowa po raz pierwszy byłem w szoku. To piszą współpracownicy prezydenta najpotężniejszego państwa na świecie? Ludzie, który powinni się zajmować "poważnymi sprawami"?
Hasłem Obamy w wyborach było słowo CHANGE. Kluczowym czynnikiem zmiany są ludzie. Wydaje mi się, że Obama wybrał właściwych ludzi.

dodajdo.com

czwartek, 18 czerwiec 2009

Człowiek i Państwo 2.0


Zazwyczaj obserwuję wypływ nowych mediów na biznes i marketing. W ostatnich dniach skupiłem się jednak na tym jak nowe media zmieniają społeczeństwa i politykę.
Co miało na mnie szczególny wpływ:
1. Zajścia po wyborach w Iranie. Śledziłem je niemal na bieżąco TUTAJ. Dobitnie pokazały słabość mediów tradycyjnych wobec siły głosu zwykłych, zaangażowanych ludzi wyposażonych w dostęp do nowych mediów. W tym przypadku – Twittera. To osoby, które były na miejscu zdarzeń i posiadały komórki stały się w tych dniach źródłem informacji na temat tego co się dzieje na ulicach Teheranu.



W szczególności zapadła mi w pamięci relacja Pawła z wizyty w hiszpańskiej Estramadurze z ekspedycją podlaskich samorządowców. Estramadura postawiła na coś więcej niż tylko informatyzację społeczeństwa – od ponad 10 lat budują „społeczeństwo wyobraźni”. Co to oznacza? Zacznijmy od tego, że w 2000 roku rząd zapewnił 100% mieszkańców dostęp do Internetu (jeśli tego chcieli).
Co działo się później możecie przeczytać TUTAJ.

3. Film „Us now”. Obejrzyjcie trailer:



Film zawiera świetne wypowiedzi m.in. Clay'a Shirky. Jeśli tylko będziecie mieli trochę czasu (60 min.) obejrzyjcie w całości:

Myślę o tym, jak technologia umożliwia ludziom wspólne angażowanie się i wywieranie coraz większego wpływu. Jak dużą siłą dysponują społeczeństa (może raczej połączone nowymi mediami jednoski?), a jak relatywnie maleje siła władzy?
Zastanawiam się jak zmieni to demokrację jaką znamy w Zachodnim świecie? Obecnie aktywnie uczestniczymy w niej idąc do urny raz na jakiś czas. W przerwie między wyborami, oglądając i słuchając (bez konwersacji) wybranych polityków w TV, radiu i prasie. Oni nadają, my odbieramy. Czy nowe media zaktywizują ludzi dając im do dyspozycji realne narzędzia wpływu?

Czy będziemy rozmawiać z naszymi politykami przy porannej kawie via Twitter?

Czy uda się wprowadzić model „od konwersacji (otwartej) do legislacji”?

Czy taka demokracja uczestnictwa będzie doskonalsza?

dodajdo.com

niedziela, 7 czerwiec 2009

The day the website died

Wydaje mi się, że zbliżamy się do momentu, w którym strona www będzie najmniej istotnym elementem komunikacji marketingowej w Internecie. Za 2-3 lata strony www przestaną mieć znaczenie. Dlaczego? Przez te cholerne Web 2.0 i serwisy społecznościowe. 
Coraz więcej Brandów aktywnie udziela się na Facebook-ach, MySpace-ach czy Flickr-ach tego świata. Coraz częściej korporacje zatrudniają social media managerów lub community managerów. Ba! Nawet NGO-sy zdają sobie sprawę, że o wiele efektywniejsze od superfajnej strony www jest profil na Facebooku. 
Dlaczego tak się dzieje? 
Aby wejść w interakcję, porozmawiać lub zostać zauważonym przez innych trzeba wyjść na miasto, wpaść na imprezkę, zaczepić człowieka na przystanku. Być tam gdzie są jacyś ludzie. Facebook, Nasza-klasa, Fotka, Twitter czy Blip są takimi właśnie rynkami miejskimi, klubami i kawiarniami. Oczywiście w takich miejscach trzeba umieć się znaleźć. Scott Monty – head of social media w Fordzie – porównuje Twittera do wielu cocktail party: „Trzeba wiedzieć na jakie warto się wybrać”. Nie wystarczy więc po prostu „być”. Na nic też przyzwyczajenia ze „starego marketingu”, bo jak głosi napis na wizytówce Hugh Macleoda: „Jeśli być mówił do ludzi tak jak reklama mówi do ludzi, dostałbyś w mordę”:


Jest jeszcze jeden prozaiczny powód – wyszukiwarki i kontent. Dzięki aktywności w mediach społecznościowych marka rozprzestrzenia swój kontent – rozmowy z internautami, profile, zdjęcia, video… Dzięki temu, po wpisaniu do Gógla nazwy brandu, użytkownik może dotrzeć do bardzo wielu źródeł informacji, na które brand ma wpływ. Oczywiście pod warunkiem, że jest aktywny w tych mediach. 

A strona www? Kogo obchodzi strona www? Jej rola sprowadzi się do wizytówki lub zestawu wymaganych informacji (np. na temat oferty), a firmy będą ją traktować tylko marginalny element obecności w Internecie. 

dodajdo.com

wtorek, 14 kwiecień 2009

Korporacje, Kirkegaard i social media

Mówcie co chcecie, ale polski Internet jest 100 lat za Murzynami (z całym szacunkiem do Murzynów).
To co, że mamy 14 mln userów? To nadal mniej więcej tyle ile ma Twitter. Naszego Blipa i Flakera używa w sumie może ze 20-30 tysięcy osób?
Super, że nasza-klasa.pl czy fotka.pl mają wiele milionów zarejestrowanych użytkowników. Poza tymi przykładami, to co się dzieje w Internecie ciągle nie ma skali, która mogłaby być traktowana poważnie jako siła biznesowa lub polityczna.

W myślach porównuję nasz kraj do USA, gdzie takie narzędzia jak Twitter, czy Facebook mogą stać się ważnymi narzędziami w rękach np. kandydata na stanowisko prezydenta lub koncernu motoryzacyjnego z tradycjami.



Narzekam tak trochę z punktu widzenia marketera, który szuka nowych kanałów komunikacji i zazdrością podgląda kolegów zza oceanu…
Za mała skala, za mała istotność, za mały potencjalny wpływ na bieżącą działalność korporacji…

Panowie ewangelizujący blogi i inne „nowinki”! Przeciętny Brand manager w instytucji finansowej nie czyta żadnego bloga (po polsku lub po angielsku). Dla dyrektora marketingu w firmie FMCG bardziej istotne są flaszowe bajery na stronie produktowej, niż to, jak nowe media mogą zmienić relacje z konsumentami…

Widzę 2 (słownie: dwie) możliwości zmiany tego stanu rzeczy:

1. Zmiana warty. Stanowiska decyzyjne zajmą ludzie, którzy będą oswojeni z tym, że świat się zmienia, a innowacja jest integralnym elementem każdego biznesu.

2. Istotność nowych mediów w kontekście marki wzrośnie szybko i mocno. Wpływ i skala tego co będzie się dziać w Internecie nie będą mogły być ignorowane lub marginalizowane, bo będzie się to wiązało z wypadnięciem z gry.

Pewnie zdacie sobie pytanie (ja owszem, wielokrotnie): dlaczego tak niewiele korporacji podejmuje ryzyko, i szansę zarazem, zajęcia pierwszego miejsca w zmianach w komunikacji? Dlaczego tak niechętnie rozpoczynają naukę wygrywania w nowych mediach?
Do głowy przychodzi mi jedna odpowiedź. W słowach duńskiego filozofa S.Kirkegaarda:

Każdy chce rozwoju. Ale nikt nie chce zmian.

dodajdo.com

wtorek, 3 luty 2009

Czy nasz serwis wygląda grubo w tych leginsach?


Zbyt wiele razy spotkałem się z tym problemem, by nie zwrócić uwagi na ten fragment prezentacji "Brand Gap". Odpowiada on na pytanie:
Co powoduje, że design aplikacji/serwisu/systemu staje się przeładowany i traci wartość dla użytkownika?

Wg autora "Brand Gap" (bo źródłem myśli jest książka), Marty Neumaier'a, czynniki są 3:

1. Politykowanie (oryginalnie: "turfismo" - naprawdę nie wiem jak to przetłumaczyć)

W skrócie: każdy departament chce być na stronie głównej.

2. Funkcjonaliści (oryginalnie: "featurists", "feature" to cecha, funkcjonalność)

Niedoświadczeni w komunikacji wierzą, że więcej jest lepiej.

3. Technofobia (chyba wszystko jasne)

Doświadczeni w komunikacji obawiają się nowych mediów.
Aby przekonać kogoś do rozwiązań innowacyjnych, tak jakich nie oczekiwał (bo zazwyczaj oczekujemy to co skądś znamy), warto poznać co motywuje ludźmi, od których często zależy realizacja jakiegoś pomysłu. Być może jest to jeden z 3 czynników. Tylko jak zmienić takiego "opornika" w sojusznika?
Może znajdziecie argumenty gdzieś w tej prezentacji:

foto credit: http://www.flickr.com/photos/feastoffools/294039547/

dodajdo.com